Specjalnie dla Planety: Monika Piątkowska pełnomocnik Prezydenta Krakowa ds. Marki Kraków
Monika Piątkowska funkcję dyrektora Wydziału Strategii i Rozwoju Miasta krakowskiego urzędu pełni nieprzerwanie od 2003 r. Jest współautorem Strategii Rozwoju Miasta. Odpowiada także za działania związane z rewitalizacją Krakowa i promocją gospodarczą miasta.
Pomysłodawca i architekt projektu KRK2B (Krakow to business), w tym pionierskiej w skali całej Polski kampanii "Efektywni – Kraków stawia na talenty", dedykowanej rozwojowi outsourcingu. Odpowiada także za organizację udziału Krakowa w największych i najważniejszych wydarzeniach biznesowych i wizerunkowych, w tym m.in. światowych wystawach EXPO, czy Forum Ekonomicznym w Krynicy Zdrój, którego głównym partnerem jest miasto Kraków. Jest pełnomocnikiem prezydenta Krakowa ds. Marki Kraków. Po godzinach, jak sama mówi: mama małego urwisa. Pasjonatka podróży i dobrej kawy. Na początek nowego roku zgodziła się udzielić wywiadu dla portalu Planeta Faceta.
Pani Moniko, w listopadowych wyborach 2010 do Sejmiku Małopolskiego osiągnęła Pani świetny wynik, a mimo to nie udało się uzyskać mandatu. Tylko 4 osoby w Pani okręgu zdobyło więcej głosów, mandat za to dostały 2 osoby, które uzyskały gorszy wynik od Pani.
- W listopadowych wyborach swoje TAK dla prezentowanego przeze mnie programu powiedziało 7302 wyborców. To 5 wynik (na 100 zarejestrowanych kandydatów) w liczbie bezwzględnie oddanych głosów w okręgu, z którego startowałam, spośród wszystkich kandydatów i list. W moim okręgu było 6 mandatów.
Według Polskiej ordynacji wyborczej, do podziału mandatów zastosowano system d'Hondta. Jeżeli gmina liczy powyżej 20 000 mieszkańców wybory są wtedy proporcjonalne. Sumowana jest liczba wszystkich głosów oddanych na listę, a następnie dzielona przez kolejne liczby naturalne tj: 1, 2, 3, 4, 5… Z uzyskanych wyników wybiera się tyle najwyższych ilorazów ile jest do przyznania mandatów. Mandaty przydzielane są listom wyborczym. Mandaty przypadające danej liście kandydatów uzyskują kandydaci w kolejności wynikającej z otrzymanej liczby głosów w ramach listy. Zatem o tym komu przypadnie mandat, prócz liczby zebranych głosów przez samego kandydata decydują też inne czynniki jak na przykład liczba głosów oddanych sumarycznie na całą listę.
Stała się Pani "lokomotywą" swojej listy, jej prawdziwym liderem. Nie zastanawiała się Pani czy nie lepiej jednak było stworzyć i wystartować z listy komitetu Jacka Majchrowskiego?
- Faktycznie, stało się tak, że wyborcy obdarzyli mnie ponad połową wszystkich oddanych na listę głosów. Był to najwyższy procent indywidualnie zebranych głosów na liście KW SLD spośród wszystkich okręgów w Małopolsce. Czy myślałam o innych listach? W okręgu, w którym startowałam, a więc w powiatach wielickim, miechowskim, proszowickim i krakowskim (bez miasta Kraków) nie było zasadne by tworzyć kolejną listę, uruchamiać nowy komitet wyborczy.
Parytety – w pracy, w polityce. Pani zdanie na ten temat? Czy nie powinna decydować fachowość, a nie płeć? Czy pod "płaszczykiem" parytetów kobiety nie zaczynają obecnie niemal szantażować mężczyzn?
- Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o parytety, ale skłaniam się do tego, że na początek jakieś sztuczne rozwiązanie jest potrzebne. Zdaję sobie sprawę, że ono może być - subiektywnie - krzywdzące dla kobiet, które bez niego sobie doskonale poradziły. Tych, które miały silną osobowość, kompetencje, odwagę. To jest koszt uzyskania przychodu, który my, kobiety, od jakiegoś czasu działające w sferze publicznej, powinnyśmy ponieść w imię interesów wszystkich kobiet.
Wchodząc w życie społeczne, biznesowe, polityczne kobiety muszą wpisać się w męskie reguły gry. Świat przez setki lat kształtowali mężczyźni. Teraz delikatnie i powoli musimy dodać do polityki czy biznesu pierwiastek kobiecy.
Czy strategia i kierunek w działalności politycznej – TAK DLA KOBIET to jednocześnie nie zamknięcie się na męską część wyborców?
- "Tak dla kobiet" to projekt rozwoju potencjału kobiet, stworzony ponad podziałami, także tymi wynikającymi z płci. Przez ostatnie dwa miesiące, razem z ekspertami, których udało mi się zgromadzić wokół siebie, podróżowaliśmy po Małopolsce spotykając się z kobietami i przekonując je do aktywnego włączenia się w życie społeczne. W ramach naszych spotkań odbyły się między innymi zajęcia ze sztuki wizażu, spotkanie z coachem biznesowym. Czasem były to luźne spotkania i pogaduchy przy filiżance herbaty, innym razem trudne i poważne rozmowy, o tym jak powinnyśmy się wspierać.
"Tak dla Kobiet" to oczywiście nie był jedyny, choć niezwykle istotny, punkt mojego programu. Pozostałe aspekty dotyczyły kwestii poprawy bezpieczeństwa, komfortu życia w regionie, rozwoju transportu (w tym nocnego), czy promocji lokalnej przedsiębiorczości.
Prezydent Majchrowski ma 13 pełnomocników. To jego autorski pomysł. Gdy otrzymała Pani powołanie na to stanowisko ponownie w mediach wróciły głosy, czy pełnomocnicy są potrzebni. Pracę kilku ocenia się dziś jako pożyteczną. Jaki jest Pani pomysł na zarządzanie Marką Kraków?
- W chwili obecnej liczba pełnomocników prezydenta została ograniczona z 13 do 7. Zanim objęłam stanowisko Pełnomocnika Prezydenta ds. Marki Kraków, często słyszałam opinie, że marka Kraków w zasadzie nie wymaga zbyt wielu działań, jest "samograjem". To nieprawda i ogromne nieporozumienie. Bycie liderem zobowiązuje, a wizerunek Krakowa nie jest przecież niezniszczalny. Nie można go pozostawić samego sobie i czekać z założonymi rękami co się będzie z nim działo. Jeśli traktujemy markę w kategorii narzędzia – a tak w mojej ocenie powinno być – musimy znaleźć i wypracować takie sposoby i metody zarządzania nią, by móc z jej pomocą skutecznie konkurować na rynku. Poniekąd jest to już możliwe – w minionym właśnie roku nasz wysiłek i praca nad marką Kraków zostały nagrodzone prestiżowym tytułem "Superbrand 2010".
Mamy pamiętny tragiczny kwiecień 2010. Czy miała Pani jakikolwiek wpływ i jakie było Pani zdanie odnośnie kontrowersyjnej decyzji dotyczącej pochówku na Wawelu Lecha Kaczyńskiego? Czy w ogóle miał coś do powiedzenia w tej kwestii sam Prezydent Miasta?
- Nie. Ta decyzja była niezależną od władz miasta. Zostaliśmy jednak poproszeni o organizację uroczystości pogrzebowych pary prezydenckiej. I było to jedno z najtrudniejszych logistycznie zadań z jakimi przyszło mi się zderzyć. W ciągu zaledwie czterech dni udało się urządzić ogromną uroczystość, do przygotowania której w normalnym czasie należałoby poświęcić co najmniej kilkanaście dni.
Sekret atrakcyjności Krakowa: w wywiadzie dla capital24.tv powiedziała Pani, że Kraków jest atrakcyjny dla inwestorów ze względu na kapitał ludzki i zaplecze naukowe. Ale tak może powiedzieć więcej miast. A co z atrakcyjnością nazwijmy to architektoniczno-historyczną?
Kapitał ludzki i zaplecze naukowe to podstawowe argumenty, dzięki którym Kraków wybierany jest przez inwestorów. Przekładają się one bowiem w konsekwencji na konkretne wyniki finansowe inwestujących tu firm. Atrakcyjność historyczno – architektoniczna to z pewnością wartość dodana Krakowa, wpływająca na komfort życia w mieście, ale nie jest to czynnik decydujący o pozycji Krakowa na europejskiej mapie gospodarczej. Potencjał ludzki i naukowy za to jak najbardziej.
Lubi Pani sport, jest Pani kibicem? Jaka dyscyplina? Wisła czy Cracovia?
- Lubię aktywny tryb życia, nie jestem jednak kibicem piłki nożnej.
Niedawno otwarto nowy stadion Cracovii. Pojawiły się krytyczne głosy, że wybudowano nową Biedronkę. Czy w kwestii innych inwestycji w przyszłości w mieście, powinna Pani koordynować poczynania inwestorów, aby nie zeszpecić wizerunku miasta pod względem architektonicznym?
- Uzgodnienia architektoniczne to kompetencje głównego plastyka miasta i architektów, nie moje. Zgadzam się, że na wizerunek Krakowa wpływają też budynki i budowle, jakie powstają w przestrzeni miasta. Pozostawmy jednak kwestie architektoniczne tym, którzy znają się na tym najlepiej. Przecież to nie jest kwestia uznaniowa, ich decyzje wynikają konkretnych dokumentów planistycznych.
Odejdźmy od polityki. Jest Pani miłośniczką dobrej kawy. Jaką kawę i gdzie Pani piła, którą wspomina Pani z nutką nostalgii?
- To prawda, uwielbiam kawę. Którą wspominam najbardziej? Z czasów niedawno zakończonej kampanii najbardziej utkwiła mi w pamięci najzwyklejsza "mała czarna" wypita bladym i bardzo zimnym świtem, w biegu na miechowskim targu, w trakcie spotkania z wyborcami, a nalana wprost z termosu przez tamtejszego rolnika. Kawa nie kojarzy mi się o tyle z konkretnymi miejscami, co z ludźmi, w towarzystwie których ją piłam.
Podobnie jak kawę, uwielbia Pani podróże. Jest Pani zwolennikiem aktywnego wypoczynku, czy błogiego leniuchowania? Kraj, który dotychczas zrobił na Pani największe wrażenie?
- W pamięci najbardziej utkwił mi Bhutan. To niezwykle malowniczy, azjatycki kraj, położony między Tybetem a Chinami. Głową państwa jest król, jako że ustrój panujący w tym kraju to dziedziczna monarchia konstytucyjna. Wielowiekowa izolacja ekonomiczna i kulturowa przyczyniła się do zachowania narodowej tradycji i obyczajów bhutanczyków. Architektura, tradycyjne stroje i styl życia powodują, iż podróż do tego kraju staje się fascynującą podróżą w czasie. Jestem ciekawa świata, fascynuje mnie odkrywanie nowych kultur, różnorodność i tajemniczość Bhutanu wywarła na mnie niezapomniane wrażenie.
Pani ulubiona forma spędzania wolnego czasu? Ulubiona książka, film, muzyka?
- Dużo czytam. Uwielbiam muzykę i pełne życiowej mądrości teksty Michała Bajora, jego talent i pasję z jaką śpiewa. Odprężam się przy niej i relaksuję. Ale często też pracuję.
Czego Pani życzyć z okazji Nowego Roku?
- Szczęścia. W tym zawierają się wszystkie inne życzenia i pragnienia.
Dziękuję serdecznie za rozmowę i tego życzę!






