Losowanie czyli Lech, Czech, Rus i... Zeus!
Czy los zakpił z nas tak perfidnie, czy też dał życiową szansę? Losowanie grupowe rozgrywek EURO 2012 było tak niesamowicie szczęśliwe, że aż trudno uwierzyć, aby cztery najsłabsze - realnie patrząc - drużyny, zagrały między sobą.
Co prawda można zadać pytanie, czy na finałach EURO w ogóle będą słabe zespoły. W tym miejscu prawie każdy polski kibic stwierdzi, że owszem, gdyż zagrają tam Polacy. Jakby jednak nie patrzeć, w historii wszystkich piłkarskich rozgrywek handicap w postaci własnego boiska zawsze był znaczący, a niekiedy decydował o mega-sensacjach. Oczywiście nie ma możliwości popadać w euforię, wyjście z grupy przez naszą reprezentację wcale nie będzie łatwe i nikt nic nie poda nam na tacy, ale trzeba dodać, że szansa jest teoretycznie największa z możliwych.
Matematyczne wyliczenia przed losowaniem dawały jedynie 1,5% szans na taki właśnie układ. Już z tego powodu wynik losowania jest trudny do uwierzenia. Historia tego typu imprez zna przypadki, że nawet w ceremoniach podziału na grupy gospodarzom pomagały ściany, jednak to losowanie przygotowano i przeprowadzono w Kijowie, a jaką grupę mają Ukraińcy wszyscy wiemy. Gdy w jednej grupie znajdują się Niemcy, Portugalia, Holandia i Dania,a w drugiej Polska, Czechy, Rosja i Grecja, to każdy choć trochę zorientowany w futbolowej hierarchii kibic zauważy, że podział jest „mało sprawiedliwy”.
Losowanie się odbyło, podział jest i nic tego nie zmieni. Los był dla nas albo bardzo szczęśliwy, albo perfidnie okrutny. Która wersja jest poprawna, okaże się w czerwcu. Nie ulega bowiem wątpliwości, że losowanie było dla nas najlepsze z możliwych. Teraz musimy tylko wykorzystać podaną na tacy szansę. Miejmy nadzieję, że po meczach grupowych nie usłyszymy jego wrednego chichotu, po zmarnowaniu szczęścia w losowaniu i przewagi własnych stadionów.
Polscy kibice mało optymistycznie podeszli do wyników z Kijowa. Ale to już taki nasz znak szczególny – narzekanie na wszystkich i wszystko. Taka sama kpina biła by z wszelkich mediów, gdybyśmy grali z Anglią, Niemcami, Holandią czy Hiszpanią. Pojawiają się głosy, że teraz przed Polakami większa presja, bo mamy słabych rywali. Nie zapominajmy jednak, że zadowolenie czy nawet euforia jest teraz w obozach Rosjan, Czechów i Greków. Oni też się cieszą i też ciąży na nich presja awansu z tak „łatwej” grupy.
Nie ma najmniejszego sensu rozpisywanie się o sukcesach naszych rywali w historii piłkarskich imprez. My też mieliśmy w przeszłości sukcesy, a daty co i kiedy to było, nie mają żadnego znaczenia. Ekipa Grecji, mistrz z 2004 roku to melodia przeszłości. Od tego czasu minęło niemal piłkarskie pokolenie i ekipa ta to już zupełnie inny zespół. Na dodatek Grecy to drużyna z którą potrafimy grać jak równy z równym. Rosja w ostatnich latach nie osiągnęła na arenie międzynarodowej żadnego spektakularnego sukcesu. To ekipa niewątpliwie mocna, ale po rozpadzie ZSRR też nie najgorzej nam się z nimi grało. O wielkiej drużynie Czech z 1996 roku nie ma co rozpamiętywać. Mit stworzony po EURO'96 w Anglii stawiał Czechów w światowej czołówce przez lata, które... właśnie mijają. Oczywiście to nadal groźny zespół, ale nawet słaba Polska potrafiła z nimi wygrywać i to w ważnym meczu. To może okazać się najtrudniejszy rywal Polaków w grupie z uwagi na miejsce rozegrania meczu. Polacy po dwóch spotkaniach w Warszawie, Czechów podejmą we Wrocławiu. Dla naszych rywali będzie to już trzeci mecz grupowy na tym stadionie, a bliskość granicy sprawi, że i kibiców im nie braknie.
Nieprawdopodobny zbieg okoliczności dał nam niepowtarzalną szansę. Szansę którą musimy wykorzystać i... wykorzystamy! Niech malkontenci krytykują, szydzą, śmieją się. Obraz polskiej piłki, choć nie rewelacyjny, wcale nie jest aż taki tragiczny, jak tworzą go niektórzy. Owszem, szarzyzny naszej piłce dodaje PZPN, afery sędziowskie, „Fryzjerzy”, brak sukcesów klubowych. Ale reprezentacja powoli, ale wręcz podnosi się z kolan. Po latach posuchy, pojawiły się awanse do mistrzostw świata i Europy. Teraz mamy wielką imprezę u siebie, wielkie szczęście w losowaniu, nowe, efektowne stadiony, świetnych – mimo narzekania na co dzień – kibiców. Brakuje tylko wyjścia z grupy. Ale to zmieni się w czerwcu.






