Sprinter nie saper
W dalekim koreańskim Daegu trwają mistrzostwa świata w lekkiej atletyce. Największą sensacją pierwszych startów, i kontrowersją zarazem, jest brak obrony tytułu przez najlepszego w ostatnich latach sprintera świata – Usaina Bolta z Jamajki. Bolt przegrał tytuł w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach, gdyż z powodu falstartu został wykluczony z biegu finałowego.
Spóźniona dyskusja
Tuż po tym wydarzeniu rozgorzała wielka dyskusja, czy wprowadzony przed rokiem przepis o bezwzględnej dyskwalifikacji już po pierwszym falstarcie nie jest zbyt rygorystyczny.
Dość powiedzieć, że Międzynarodowa Federacja Lekkiej Atletyki IAAF już zapowiedziała prace nad weryfikacją kontrowersyjnego przepisu.
Można w tym miejscu zastanowić się, kto ustala tak durne przepisy i co musi się wydarzyć, aby zacząć myśleć i nie robić na siłę ze sportowej rywalizacji sztucznej walki robocopów.
Na wspomnianych mistrzostwach w Korei już widzieliśmy kilka spektakularnych dyskwalifikacji. Do idiotycznego przepisu o bezwzględnym wykluczeniu z zawodów już po pierwszym falstarcie dochodzi komiczna otoczka, gdy sportowcy są wyprowadzani ze stadionu za rękę przez „służby porządkowe”, jak niegrzeczne dzieci z piaskownicy. Dochodzi do paradoksów, gdy niejednokrotnie kilkuletnie przygotowania do wielkiej imprezy biorą w łeb, bo startujący zawodnik-człowiek przegrywa rywalizację z całą supernowoczesną technika komputerową, która wyłapie, że jego ciało tuż przed startem drgnęło o milimetr. Takiego przypadku doświadczył w półfinale „setki” w Korei Dwain Chambers, który został zdyskwalifikowany, bo... drgnął w blokach startowych przed strzałem startera, a ten nie zdążył wstrzymać palca na spuście!
Równi i równiejsi
Dyskusja o kontrowersyjnym przepisie wybuchła jednak dopiero wtedy, gdy mistrzem świata został, co prawda bardzo utalentowany, ale wcale nie najlepszy na świecie sprinter. Jakaż to hipokryzja, że decydenci widzą niesprawiedliwość systemu, gdy dotyczy ona wielkich gwiazd, a przechodzą nad tym do porządku dziennego, jeśli chodzi o innych zawodników.
Sport to rywalizacja, która niespodzianki a nawet sensacje ma wpisane w scenariusz. Jednak czy właściwym jest, aby o wynikach sportowych decydowały przepisy, w których człowiek musi rywalizować nie tylko z przeciwnikami, ale z całą komputerową aparaturą pomiarową, i nie ma żadnego marginesu pomyłki? W innych dyscyplinach sportu nie ma takich rygorów. Nawet w lekkiej atletyce, w skoku w dal, wzwyż, o tyczce, zawodnicy mają prawo do pomyłki i poprawy. W piłce nożnej, ręcznej, koszykówce, też popełniają błędy, faulują, ale żaden przepis nie traktuje ich tak bezwzględnie.
Może zatem dobrze się stało, że Bolt popełnił falstart i nie obronił tytułu? Może gdzieś znajdzie się złoty środek i nie będzie dysproporcji, że w jednej dyscyplinie sędziowie nie mogą korzystać z techniki, chociaż wielokrotnie widać, jakie koszmarne błędy popełniają, a w innej sztab ludzi debatuje nad fotokomórką w sprawie mikrodrgnięcia mięśnia zawodnika. Może wreszcie decydenci IAAF pójdą po rozum do głowy i zweryfikują przepisy w taki sposób, że sportowa rywalizacja to nie będzie pojedynek robotów, lecz normalnych ludzi z krwi i kości. A sportowe imprezy najwyższej rangi wygrywać będą rzeczywiście najlepsi.
fot.Alexander Hassenstein/Getty Images






