Benefis Małysza czyli kończ i nigdy nie wracaj!
Pewnego dnia pewien niepozorny chłopak zszedł z dachu, zjadł bułkę z bananem i został królem. Królem skoków narciarskich. Tak mogłaby zaczynać się niejedna bajka...Dla przeciętnego kibica, takiego, który w ostatniej dekadzie uległ „małyszomanii”, kariera sportowa Adama Małysza jawi się jak bajka właśnie. Nie czas jednak teraz na bajki. Tym bardziej, że kariera Adama bajką do końca nie była. Małysz ogłosił niedawno zakończenie kariery sportowej. Ostatni oficjalny skok w zawodach Pucharu Świata oddał w Planicy. I koniec. Benefis w Zakopanem to swego rodzaju ostateczne pożegnanie z kibicami w Polsce. A nawet z tego typu imprezą było już sporo kontrowersji.
Zarządzający skocznią Centralny Ośrodek Sportu zażądał kwoty 200 tysięcy złotych – dziesięciokrotnie więcej niż ponoć oficjalnie kosztuje wynajęcie obiektu. I to w chwili, gdy na imprezę sprzedane było już 22 tysiące wejściówek. Dopiero szum medialny i zagrożenie odwołania imprezy sprawiło, że mętnie tłumaczący się na wstępie dyrektor COS, doszedł do porozumienia z organizatorem „Skoku do celu”.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Skoro bowiem pewna grupa osób nawet w takiej chwili chciała „rzutem na taśmę” zarobić na Małyszu, nie trzeba się wiele zastanawiać, jaki krajobraz zostaje w naszym kraju po zakończeniu kariery przez „Orła z Wisły”. Jeśli COS nie tylko nie potrafił sam zorganizować pożegnania człowieka, dzięki któremu mógł wygodnie istnieć przez ostatnią dekadę, lecz próbował rzucić się na kasę ostatni raz, to czego oczekiwać w przyszłości. Takiej rzeki pieniędzy, jaka płynęła do każdego zakątka Zakopanego, jak w czasie ery Małysza, nie będzie już nigdy. I nie zmieni tego fakt trzech pucharowych zwycięstw Kamila Stocha w zakończonym właśnie sezonie. Nie czarujmy się bowiem, że mamy już wielkiego następcę Małysza. Kamil to talent z pewnością, lecz wiele wody musi upłynąć, żeby mógł stanąć w jednym szeregu z Adamem. W chwili obecnej to tylko obiecujący zawodnik z perspektywą na sukcesy. A dalej? Pustynia. Niestety, pojedyncze występy, dające „jakieś tam” punkty w zawodach Pucharu Świata, to trzecia liga europejska.
Teraz będzie dużo ciężej. Nie będzie tyle kasy w związku. Potencjalni sponsorzy, aby wyłożyć więcej, zawsze będą mieć argumenty w stylu „równaj do Małysza”. A ciężko w historii sportu, w jakiejkolwiek dyscyplinie znaleźć przypadki, że ustępującego wielkiego mistrza, zastępuje od razu inny wielki mistrz z tego samego kraju. Co nas zatem czeka? Przeciętność. Sukcesem Stocha będzie w przyszłym sezonie powtórzenie wyczynu z tego roku i miejsce w pucharowej „dziesiątce”. Jest to możliwe, jeśli wytrzyma presję. Ale dopiero przyszły sezon będzie wykładnikiem jego możliwości. Do tej pory mógł skakać na luzie, bo wszyscy patrzyli na Małysza. Teraz on „ciągnie wózek” z napisem „Przyszłość polskich skoków narciarskich”. Przyzwyczajeni to sukcesów i życia w ich ciepłym blasku działacze, będą naciskać. Bez względu na to, jakie deklaracje puszczą do mediów. O dobrym miejscu drużyny, póki co możemy zapomnieć.
Czy Małyszowi będzie łatwo po zakończeniu kariery? Wbrew pozorom, z pewnością nie. Gdy zabraknie sukcesów, będzie coraz mniej kasy w związkowym sejfie, pojawią się z wielu stron naciski „Adam wróć!” Naciskać będą i kibice, spragnieni miejsc na podium Pucharu Świata oraz działacze, spragnieni lukratywnych kontraktów sponsorskich, o które trudno, gdy brak wyników.
Dziś, przy sportowym pożegnaniu Adama Małysza wypada mu życzyć wytrwałości. Wytrwałości w swoim postanowieniu o końcu kariery. Aby nie uległ nigdy żadnym namowom i nigdy więcej nie wrócił do skoków jako zawodnik. Historia dowodzi, że nie ma to sensu. Wielu wielkich po odejściu próbowało wracać z różnych względów, bez powodzenia. Nie udało się Jordanowi, Schumacherowi, czy biorąc pod uwagę „małyszowe podwórko”, Ahonenowi. Małysz odszedł wielki i niech tak zostanie. Dzięki za wszystko, ale już nigdy nie wracaj!
fot. logo benefisu "Skok do celu"






