Amatorszczyzna w F1
Od ostatniego niedzielnego poranka wszystkie media w Polsce i nie tylko jako główną informację podają wieści o zdrowiu polskiego kierowcy Formuły 1 Roberta Kubicy. Nasz rodzynek w tym elitarnym sporcie miał koszmarny wypadek na pierwszym odcinku rajdu Ronde di Andora.Kubica - dobro narodowe
Uwielbiany przez kibiców sportów samochodowych na całym świecie, a szczególnie w naszym kraju, Kubica traktowany jest niemal jak dobro narodowe. W tak elitarnym i drogim sporcie, jakim jest niewątpliwie Formuła 1, sukcesy rodaka cieszą szczególnie. Tym bardziej, że w wielu dziedzinach, nie tylko sportowych, Polska zdecydowanie odstaje od europejskiej i światowej czołówki. Dlatego też sukcesy sportowców takich jak Małysz, Kowalczyk, Gollob, Adamek czy Kubica właśnie elektryzują nas w szczególności. Podobnie jak każde inne informacje na ich temat, zarówno te dobre, jak i złe.Nie dziwi zatem fakt, że newsy o wypadku i późniejsze doniesienia o stanie zdrowia wyparły z czołówki nawet doniesienia o sytuacji w Egipcie.
Do czasu pojawienia się pierwszego Polaka w F1 lubiłem wyścigi najszybszych bolidów, znałem nazwiska najlepszych kierowców, interesowało mnie, kto jest mistrzem. Lecz było to zainteresowanie bardzo ogólne, a sama dyscyplina wydawała się niemal niedostępna dla zawodników z kraju nad Wisłą, a tym samym, w odpowiedniej proporcji, także kibiców. Od momentu, gdy Robert Kubica pojawił się w światku Formuły 1, jestem jego wielkim zwolennikiem i życzę mu jak największych sukcesów.
Amator - Kubica
Szczerze mówiąc, gdy pierwszy raz usłyszałem, że w przerwie od wyścigów na torach F1 ściga się w rajdach, byłem zaskoczony. Rozumiem jego pasję do wyścigów, ale po pierwsze zastanowił mnie fakt, kiedy on znajduje na to czas?
Karuzela Formuły kręci się bardzo szybko. Wyścigi na wszystkich kontynentach, na przeciwległych krańcach świata, w międzyczasie testy bolidów. A przecież kierowcy to ludzie. To żywe organizmy, które ulegają zmęczeniu, wymagają odpoczynku i regeneracji. Czy zatem Kubica powinien uczestniczyć w wyścigach rajdowych w wolnych od F1 chwilach? To jeden aspekt.
Druga sprawa, to kwestia podejścia do wykonywanego przez siebie zawodu. W każdym zawodzie sukces tak naprawdę odnosi ten, kto oprócz talentu, pracy, podnoszenia kwalifikacji, traktuje swoją pracę profesjonalnie. I tu niestety, przy wielkiej sympatii dla Roberta, Kubica - amator rajdów WRC, pokazał się również jako amator w profesjonalnym podejściu do wykonywanej przez siebie codziennej pracy.
Bo czy zawodnik tego formatu, znający sport wyścigów samochodowych od podszewki, mający doskonałe pojęcie o niebezpieczeństwie dyscypliny i ryzyku, jakie ponosi na co dzień, mógł tak nieodpowiedzialnie dla siebie samego podnosić stopień ryzyka uczestnicząc w podrzędnych wyścigach? Czy prawdziwy zawodowiec, profesjonalista w każdym calu, powinien bawić się jak mały chłopczyk, odstawiając na bok rozsądek i logiczne myślenie?
Wykonywany przez niego zawód kierowcy najbardziej elitarnych wyścigów na świecie powinien uzmysłowić mu, że tylko poważne podejście pozwoli mu wywiązać się z umów, kontraktów, czy w końcu oczekiwań setek tysięcy wielbiących go kibiców. Tylko jego profesjonalizm, a nie zabawa małego dziecka, pozwoli mu ograniczyć ryzyko, aby zachować swoje życie i zdrowie.
Amatorska F1
Osobny rozdział to podejście do tej sprawy kierownictwa zespołu Roberta Kubicy - Lotusa Renault, czy wreszcie szefostwa całego cyrku Formuły 1. Dlaczego jeden z czołowych teamów F1 nie potrafił zadbać o swoją gwiazdę, a tym samym o siebie i po prostu nie zabronił kategorycznie kierowcy ryzykować w taki sposób poza torami wyścigów Formuły1?Dlaczego nie zadbał o swoje, w końcu wielkie pieniądze, i nie zawarł w kontrakcie klauzuli o zakazie startów w wyścigach innych niż F1?
Szczerze mówiąc nonszalancja zdumiewająca! Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż zespół Lotus-Renault miesiąc temu zabronił Kubicy wystartować w słynnym Rajdzie Monte Carlo. Czy wtedy zakaz spowodowany był troską o swojego zawodnika? Jeśli tak, to czemu zabrakło zakazu teraz? Nieoficjalnie mówi się, że francuski team nie wyraził zgody na start Roberta w Monte Carlo, gdyż ten miał startować na samochodzie innej, konkurencyjnej marki. Gdzie zatem konsekwencja, zważywszy, że w rajdzie Ronde di Andora Polak jechał autem marki Skoda?
Podobne pytanie można zadać szefostwu Formuły 1. Dlaczego wykładając olbrzymie pieniądze na coroczny cykl Grand Prix, potrafią zabronić, zakazać, nakazać, ukarać zespoły F1 z przeróżnych powodów, a nie potrafią zadbać o swoich głównych aktorów i zarazem tych, dzięki którym cały ten cyrk się w ogóle kręci? Dlaczego nie ma jasnych zasad i reguł, które wszystkim czynnym kierowcom bolidów F1 zakazywałyby startów w jakichkolwiek innych, konkurencyjnych wyścigach? Naprawdę nie trzeba być wielkim fachowcem, aby ocenić, że specyfika jazdy na torach F1 a wyścigach WRC, to dwie zupełnie różne dyscypliny sportu.
Mam nadzieje, że teraz wszyscy wyciągną wnioski: Lotus-Renault, szef F1 Bernie Ecclestone, czy w końcu sam Robert Kubica. Jedni uregulują przepisy i ograniczą ryzyko, a Robert… dorośnie i przestanie szafować swoim życiem więcej, niż wymaga od niego jego zawód. Bo wierzę w to, że to nadal będzie jego zawód. I to szybciej niż się spodziewamy. Szybkiego powrotu do zdrowia, Robert! I szanuj chociaż siebie, chłopie, że o kibicach nie wspomnę.
fot.Planeta Faceta/Paweł Surma







Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.