Co jest trendy w Polsce? Moda na zwalnianie!
Sir Alex Ferguson złapałby się za głowę. Tego, co dzieje się na naszym krajowym podwórku, za zachodnią granicą szukać próżno. W polskiej ekstraklasie trenerów zmienia się bowiem jak parę rękawiczek. Do tego zdążyliśmy już przywyknąć. Ostatnie tygodnie znowu rozpieszczały nas w roszady na stołku szkoleniowca, bo pracę stracił trener co czwartego klubu ekstraklasy! Przerażające? Skądże. Normalne.
W polskiej piłce ostatnimi czasy klarują się trzy główne nurty, według których szkoleniowcom mówi się: do widzenia! Pierwszy z nich tworzą kibice. Wyrażając swoją niechęć i presje na zarządzie, zmuszają go do radykalnych działań. Drugi to dyktatura jednostkowa - mijając się ze wszelkim zdrowym rozsądkiem, decyzje o zatrudnieniu czy zwolnieniu trenera podejmuje jego właściciel. Trzeci, który mimowolnie łączy się z poprzednim, staje się w ekstraklasie coraz modniejszy nazwijmy "syndromem Józefa Wojciechowskiego".
Brzmi tajemniczo? Spieszę z wyjaśnieniem.
"Żarło, żarło i zdechło"
Właściciel "Czarnych Koszul" znany jest z niekonwencjonalnych rozstrzygnięć. Potrafi wszakże z sobie tylko wiadomych powodów pożegnać trenera, który nawet nie zanotował porażki (patrz: Bogusław Kaczmarek). Warszawa się dziwi, polska piłka w szoku, a Wojciechowski nie. Jak przecież zespół nadal może prowadzić opiekun, który obok trzech zwycięstw zanotował remis?! Coraz bardziej jednak tym sposobem rządzenia zarażają się szefowie innych klubów ekstraklasy.
Daleko i długo szukać nie trzeba. Tylko niepoprawni optymiści mogli wierzyć, że mistrzowie Polski zawojują Ligę Europy. Niestety, trafienie w grupie na Twente, Fulham i Odense szanse dawało jedynie kibicom na pokazanie się na obczyźnie. Właściciel klubu Bogusław Cupiał po roku pracy Roberta Maaskanta, tak sobie zaostrzył apetyt, że oczekiwał raczej gruszek na wierzbie. Holender cudotwórcą nie jest, lecz człowiekiem, któremu też przytrafiają się gorsze chwile. Takiej doznał ostatnio i… od razu został zwolniony. Szansy na odbicie się od, bądź co bądź, małego dołka nie dostał. Kogoś to jeszcze dziwi? Nie powinno. Brak punktów w trzech meczach to wyraźny sygnał, by szukać następcy. Co z tego, że trener pół roku wcześniej był bohaterem? Co z tego, że wznosił z zespołem mistrzowską paterę zaledwie po 12 miesiącach pracy? W polskiej piłce nie ma to najmniejszego znaczenia. Brak punktów = brak pracy. Tyle. Cytując klasyka: "Żarło, żarło i zdechło". I nie może być mowy o próbie reanimacji. Trzeba coś zmienić.
Z bohatera do trenerskiego zera
Najdłużej obecnie pracującym szkoleniowcem jeszcze w ubiegłym tygodniu był Tomasz Kafarski (31 miesięcy - przyp. red.). Choć do dziennikarzy podchodził sceptycznie, to szacunku wobec trenerów tego pokroju nie mieć nie można. Ale czy to aby oczywista oczywistość? Nie wszyscy to doceniają. Lechię objął jako miejscowy Kaszub, o którym w polskim światku piłkarskim cisza, jak makiem zasiał. Wyciągnął "Biało-Zielonych" z dołka, utrzymał wówczas beniaminka w najwyższej klasie rozgrywkowej, dwa lata później otarł się nawet o europejskie puchary. Jednym słowem: stał się bohaterem. Kibice dumnie zmierzali na mecze, bo mając takiego fachowca można zdziałać cuda.
- Nie znajdziecie trenera, który wam powie, że w jego zawodzie nie ma odrobiny aktorstwa. Każdego dnia musisz stanąć przed drużyną i powiedzieć to, co muszą usłyszeć. Nie zawsze prawdę. Najważniejszy jest efekt - psychologicznie oceniał wówczas receptę sukcesu Kafarski.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia i młody opiekun Lechii z góry skazany był na sukces. Skazany… przez kibiców, którzy nie wyobrażali sobie sezonu gorszego od poprzedniego. Ale taki właśnie ma miejsce. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszyscy jak jeden mąż zapomnieli ile 36-latek zrobił dla gdańskiego futbolu. Frustracja narastała z dnia na dzień, a upust jej kibice dawali na meczach. Białe chusteczki, ogromny transparent z napisem: "Lechia to my, precz z Kafarem" - to wszystko podnosiło napięcie i presje na samym szkoleniowcu. Zarząd nie miał wyjścia. Nie sposób oprzeć się więc wrażeniu, że to kibice "zwolnili" trenera. Ktoś zapyta: ale ile mamy czekać na wyniki? I zrozumieć oczekiwania trzeba, lecz sposób w jaki Kafarskiego chciano się pozbyć, godny pochwały już nie jest. Lecz ze znalezieniem pracy w ekstraklasie problemów mieć nie powinien. Przecież niedługo ktoś zostanie zwolniony…
Dawid Kowalski / dziennikarz "Tylko Piłki"
Roszady trenerów w Wiśle Kraków za czasów Bogusława Cupiała:
1998-1999: Franciszek Smuda
1999: Jerzy Kowalik
1999-2000: Marek Kusto
2000: Wojciech Łazarek
2000: Adam Nawałka
2000-2001: Orest Lenczyk
2001: Adam Nawałka
2001-2002: Franciszek Smuda
2002-2004: Henryk Kasperczak
2005: Werner Liczka (Czechy)
2005: Jerzy Engel
2005: Tomasz Kulawik (tymczasowy)
2006: Dan Petrescu (Rumunia)
2006: Dragomir Okuka (Bośnia i Hercegowina)
2007: Adam Nawałka
2007: Kazimierz Moskal
2007-2010: Maciej Skorża
2010: Henryk Kasperczak
2010: Tomasz Kulawik (tymczasowy)
2010-2011: Robert Maaskant (Holandia)
2011-?: Kazimierz Moskal
Częstotliwość zmian trenerów w klubach ekstraklasy w ostatnich 10 sezonach:
1. Polonia Warszawa 5 miesięcy*
2. Zagłębie Lubin 5 miesięcy
3. Widzew Łódź 6 miesięcy
4. Górnik Zabrze 7 miesięcy
5. ŁKS Łódź 7 miesięcy
6. Wisła Kraków 8 miesięcy
7. Korona Kielce 10 miesięcy
8. Jagiellonia Białystok 11 miesięcy
9. GKS Bełchatów 11 miesięcy
10. Śląsk Wrocław 1 rok, 1 miesiąc
11. Legia Warszawa 1 rok, 1 miesiąc
12. Ruch Chorzów 1 rok, 1 miesiąc
13. Podbeskidzie Bielsko-Biała 1 rok, 1 miesiąc
14. Lechia Gdańsk 1 rok, 1 miesiąc
15. Cracovia 1 rok, 1 miesiąc
16. Lech Poznań 1 rok, 3 miesiące
* - średni czas pracy trenera w danym klubie
Więcej artykułów na tylkopilka.pl
Chcesz zostać dziennikarzem? Kliknij http://tylkopilka.pl/articles/zostan-dziennikarzem-tylko-pilka
fot. Jan Szurek (CC-BY-SA) / Wikimedia Commons






