Nie lubiłem Amy Winehouse
Wpisany przez Administrator
|
25 lipca 2011
Ta informacja zepchnęła przez chwilę z czołówek mediów nawet relacje po masakrze w Norwegii. Brytyjska wokalistka Amy Winehouse została znaleziona martwa w swoim domu w Londynie. W pierwszych doniesieniach policja udawała, że nieznane są przyczyny zgonu.
Udawany szok
Dokładnie, udawała, bowiem dla każdego, kto kiedykolwiek słyszał o Amy, przyczyna była oczywista i jasna jak słońce. Dziś niemal cały zakłamany świat „jest w ciężkim szoku”, „nie może się otrząsnąć” i „płacze po niepowetowanej stracie”. I wszyscy udają, że są zaskoczeni. Czym, chciało by się zapytać? Przecież Winehouse już od kilku lat zjeżdżała po równi pochyłej, unicestwiając samą siebie w tempie ekspresowym. Już w 2008 roku wypowiadała się w mediach, w zależności od nastroju, że jest spełniona i może jutro umrzeć, lub że jest w dołku i nie ma po co żyć. Była od dawna jedną wielką hurtownią narkotyczno-alkoholową. A dziś wszyscy są zaskoczeni śmiercią? Wyświechtane frazesy do mediów typu „jestem w szoku”, to normalne pieprzenie głupot, bo taka jest potrzeba chwili.