Ojciec tworzy prawo, córka ma to gdzieś!
Słynna już międzynarodowa umowa ACTA tak została nagłośniona przez internautów, że zbędnym wydaje się tłumaczenie jej po raz kolejny. Tym bardziej, że z dokładną analizą, czy jest ona zagrożeniem dla Polski czy nie, mają spore problemy nawet wszelkiej maści eksperci.Dla mnie, jako zwykłego „zjadacza internetu”, ważne jest kilka wątków, których sens (ważny dla mnie) wyłowiłem w tłumie różnych tłumaczeń i analiz. Nie o tym jednak teraz. Jasne jak słońce jest, że ACTA ma regulować prawa autorskie i skutecznie (podobno) zapobiegać bezprawnemu wykorzystywaniu cudzych własności i dóbr, także niematerialnych.
Sprawa wydaje się nawet słuszna i zupełnie sensowna. Wątpliwości pojawiają się, gdy zagłębimy się w szczegóły porozumienia, regulujące metody i ścieżki dochodzenia swoich praw oraz faworyzujące możnych tego świata.
A właśnie możni mają to do siebie, że mogą więcej. A jeśli nawet w świetle prawa nie mogą, bo powinni się do niego dostosować, to... bardzo często mają to gdzieś. Przykłady można by mnożyć, ale na czoło wysuwają się przypadki z rodzimego podwórka. Oto bowiem „czołowa” polska blogerka Kasia Tusk, córka naszego premiera, wydaje się mieć gdzieś rodzime prawo, które nawiasem mówiąc współtworzy jej ojciec. Absolutnie nie twierdzę, że pani Kasia jest z prawem na lewo dlatego, gdyż czuje się mocna, bo ma ojca premiera, ale coś na rzeczy jest. Pal sześć gdy prowadziła swojego bloga przed wejściem w życie umowy ACTA, ale już po podpisaniu powinna była zareagować. Tymczasem na blogu pani Kasi makelifeeasier.pl nadal znajdują się fotografie, do których - śmiem twierdzić - nie ma praw do ich używania. Już sama czołowa fotografia wspomnianego blogu wzbudziła u internautów kontrowersje. Swoje wątpliwości wyrazili na portalu Wykop.pl. Jednak treść informacji została błyskawicznie usunięta po oświadczeniu pani Tusk na temat rzekomych praw. Nie zmienia to faktu, że na blogu nadal znajduje się sporo fotografii, do których praw raczej córka premiera nie posiada. Poza podobno przesłanym na Wykop.pl lakonicznym stwierdzeniem o posiadaniu praw do czołowej fotografii, pani Katarzyna nie zamieściła nigdzie, także na swoim blogu, żadnego stwierdzenia o posiadaniu praw do zamieszczanych zdjęć, innych niż jej własne. Jednak ta zawartość blogu pozostała nietknięta. Można zadać pytanie dlaczego, skoro ACTA już obowiązuje i nawet ma swoje pierwsze ofiary. Być może dlatego, że internetowy boom na blog pani Kasi powoduje spore zainteresowanie reklamodawców. Obecnie stronka w stylu „lekko o modzie, gotowaniu i zakupach” notuje blisko 280 000 odsłon dziennie, a reklama u pani Katarzyny w systemie AdTaily kosztuje 40pln na dzień. Jak zatem widać, prawo prawem, a kasa kasą. Jest rozgłos i popularność, ktoś chce płacić, to jak tu nie wziąć tego co podają na tacy? Tym bardziej, gdy ma się swoje „5 minut”.
fot. zrzut z ekranu strony blogu p. Katarzyny Tusk






