Belka w oku oponentów
Bronisław Komorowski wsadził belkę w oko wszystkim swoim przeciwnikom. A dokładnie rzecz ujmując, Marka Belkę na fotel szefa Narodowego Banku Polskiego.
W obozach wszystkich partii zawrzało. Niemal wszyscy, za wyjątkiem PO, uznali tę decyzję za błędną, przedwczesną i polityczną. Trudno dziś określić, czy decyzja ta jest błędna i przedwczesna, bo to może zweryfikować tylko czas, ale ze stuprocentowa pewnością można stwierdzić, że jest to decyzja polityczna. Ale od razu postawmy trochę przewrotne pytanie, jakie decyzje - jak nie polityczne - mają podejmować politycy? Poza tym tak było od zawsze, jest i będzie, bez względu na to czy rząd będzie prawy, lewy, czerwony, zielony, niebieski czy czarny.
Problem w tym, że krzyczą jak zawsze ci, którzy nie podejmują decyzji. Bo wygodnie jest „zaklepać” sobie alibi, żeby później, w razie potrzeby, znów można było krzyknąć: „A nie mówiłem?!”
Oponenci
Czołowi politycy wszystkich partii zarzucili, że pełniący obowiązki prezydenta Marszałek Komorowski, decyzji z nikim nie skonsultował i obsadził jedno z ważniejszych stanowisk na krótko przed wyborami, w których sam kandyduje. Mówiono o nadużyciu władzy i złamaniu dobrych obyczajów. Niemal wszyscy, jak jeden mąż uznali, że taką decyzję powinien podjąć nowo wybrany prezydent. I Komorowski nie powinien stawiać przed faktem dokonanym prezydenta-elekta. Tylko jakoś „krzykacze” nie widzą prostych faktów. Szef Narodowego Banku Polskiego BYŁ i byłby nadal, gdyby nie zginął w tragicznej katastrofie. I nowo wybrany prezydent stanąłby przed tym faktem, a nie sam sobie obsadzał stanowisko. Poza tym, czy właściwe jest, żeby na tak ważne stanowisko w kraju był vacat przez tak długi – uwzględniając procedury powołania – czas. Jestem przekonany, że gdyby pojawiły się kłopoty w kraju na niwie finansów (które dla większości obywateli nawiasem mówiąc są), ci którzy dziś stawiają zarzuty, znów krzyczeliby najgłośniej, dlaczego Komorowski paradował wśród powodzian, jak i tak nic tam nie mógł zrobić, a nie zajął się sprawami ważnymi, jak stanowisko szefa NBP.
Jednym z tych, którzy wypowiadali się na temat błędnej decyzji marszałka, był wicepremier Pawlak. Wyraził w mediach zdziwienie, że Bronisław Komorowski nie skonsultował z nim kandydatury. Panie Pawlak, strasznie wysoko Pan się stawiasz. Toż nawet premier Tusk twierdzi, że Komorowski nic z nim nie konsultował! To z Panem miał? A poza tym to dlaczego miałby to robić ? Czy, co prawda pełniący obowiązki, ale jednak prezydenta ma konsultować swoje decyzje z wicepremierem ? Już widzę, jak by konsultował z Panem np. Jarosław Kaczyński, czy śp. Lech.
Decydenci
Tak było zawsze, że karty rozdaje ten, co „przy korycie”. W każdej dziedzinie życia, więc również, a może przede wszystkim, w polityce. Marszałek Komorowski pełni obecnie z mocy konstytucji obowiązki prezydenta. Jednym z prezydenckich obowiązków jest powołanie szefa Narodowego Banku Polskiego. Więc z punktu litery prawa, ciężko tu coś zarzucić. Natomiast fakt, że jest to decyzja polityczna jest ewidentny i bardzo czytelny. Bronisław Komorowski, wspólnie z całym sztabem wyborczym i wszystkimi ważnymi osobami w PO, podjął bardzo sprytną, a z punktu widzenia kandydatów-rywali, wręcz perfidną decyzję. Powierzył stanowisko ważne w państwie fachowcowi (czego nie negują nawet oponenci pośpiechu marszałka), i do tego fachowcowi z innego obozu politycznego. Nikt nie zarzuci mu „kolesiostwa”, a może to tylko dołożyć kilka punktów procentowych do wygranej w wyborach, jak już nie w pierwszej, to raczej na pewno w drugiej turze wyborów. No bo "business is business", nikt już w PO nie chce pamiętać, że w 2005 roku Donald Tusk był głównym oponentem Belki-premiera.
Celowo chcę podkreślić fakt wspólnej decyzji Komorowskiego z całym sztabem wyborczym i wszystkimi ważnymi osobami w PO. Bo oświadczenie premiera Tuska, że zaskoczyła go decyzja marszałka, to krótko mówiąc gigantyczne pitolenie. Moim zdaniem Pan Komorowski bez konsultacji z premierem to z domu nie wychodzi. Poza tym w dzisiejszych czasach, gdy setki ludzi pracują na wizerunek polityka „na świeczniku”, w obliczu prezydenckich wyborów KAŻDE słowo jest sto razy omawiane i badane przez fachowców od PR, i niedopuszczalne jest samodzielne podejmowanie ważnych decyzji personalnych. Są za drogie.






