Drukuj
PDF

Tam jest wojna, panowie!

Wpisany przez Administrator on .

warW Afganistanie zginęło pięciu polskich żołnierzy. To najtragiczniejszy przypadek w historii polskich misji wojskowych. Kto jednak myśli, że dalej będę użalał się nad tragicznym losem ofiar tej wojny i wznosił głośne apele o zakończenie misji, niech nie czyta dalej.

Nie ulega wątpliwości, że tragedia to wielka, bo zginęli ludzie i wielkość dramatu nie zależy od faktu śmierci nie jednego żołnierza, a pięciu. Dla nas Polaków żal tym większy, że to nasi rodacy. I z tego powodu jest smutno... Bliskość nadchodzących świąt, to tylko większa trauma dla najbliższych rodzin. Ale...

Właśnie, jest też niestety "ale" w tej całej smutnej sprawie. I nie chodzi tu o to, że Polska w ogóle nie powinna brać udziału w okupacji i jakichkolwiek zbrojnych działaniach na terenie jakiegokolwiek kraju. Wojna ta jest wymysłem Amerykanów, dla ich własnych interesów i biznesów. A my występujemy tylko w roli "dobrego wujka", który asystuje jak pajacyk na sznurku u boku "wielkiego wuja Sama". Już choćby z powodu nadal nie zniesionych wiz do USA powinniśmy na samym wstępie mocno tupnąć nóżką. Ale nie o to teraz chodzi.

Wyjazd po przygodę?

Byłem w wojsku na początku lat '90. Żołnierze zasadniczej służby wojskowej wyjeżdżali wówczas na misje do Syrii, Kambodży i Bośni. W Syrii było spokojnie i bezpiecznie. W Kambodży w sumie też. Chłopaki pracowali przy budowie dróg, przy okazji pilnując, aby Czerwoni Khmerzy nie zakłócili pierwszych wolnych wyborów w tym kraju. Było pewne zagrożenie, ale dla młodych ludzi to była przygoda, wyzwanie... Praca we wszystkie soboty i niedziele dała na koniec służby... miesiąc urlopu!Do tego doszła spora kasa zarobiona na misji.

Chłopaki pożyczyli jeepy i pojechali zwiedzać Tajlandię. Egzotyka, inny świat, wolność, przygoda! Gdy oglądaliśmy zdjęcia i filmy po ich powrocie, rwaliśmy się w ten inny świat. Do czasu, aż z misji z Bośni wrócił jeden żołnierz. Wcześniej niż inni, w worku. Miny zrzedły, strach obleciał? Pewnie trochę tak, ale też dotarło do nas, że to nie zabawa, że nie jest tak kolorowo jak na fotografiach. Że kasa to nie wszystko, a z tego wojska mamy po co i do kogo wracać.

Wyjeżdżają, bo tego chcą

Teraz zginęło pięciu młodych ludzi. Znów podniósł się alarm o natychmiastowe wycofanie polskiego kontyngentu z Afganistanu. Cały ten tumult potrwa kilka dni, potem będą święta i cisza, aż... do następnej tragedii. Problem w tym, że misji nie da się zakończyć ot, tak sobie z dnia na dzień. Kto myśli inaczej, nie ma o tym krzty pojęcia, ani wyobraźni. Pozostaje kwestia... chęci wyjazdów żołnierzy na misje. Znam chłopaków, którzy byli i są na misjach. Mówią szczerze, że misje wciągają. Pojedziesz raz, będziesz chciał więcej. Ale nie ma przymusu. Generalnie każdy jedzie sam, z własnej woli. Jest chęć wykazania się, poznania innego świata, przeżycia przygody i zarobienia kasy. Owszem, są przypadki, że odmowa wyjazdu, to ograniczenia w szybkości awansu, ale musu nie ma.

Wyjeżdżają, bo po prostu chcą. Zostawiają rodziny, najbliższych i nie oglądając się za siebie jadą po przygodę. Nikt nie dopuszcza myśli, że może się coś stać. A tam przecież jest wojna! Kto się nad tym nie zastanowi jest w pewnym sensie bezmyślnym egoistą! A jeśli pomyśli i nadal chce jechać, to musi liczyć się z konsekwencjami.

Bohaterowie czy najemnicy?

Piątka młodych ludzi pojechała, jak podają media, w większości na pierwszą misję. Wyjechali kilka tygodni temu. Dziś nie dowiemy się naprawdę, po co i czemu to zrobili. Czemu zostawili swoje rodziny i krótko przed świętami pojechali na drugi koniec świata. Walczyć? O co? Bronić? Czego? Może po przygodę, może za kasą? Brutalnie to zabrzmi, ale powiedzmy wprost – żołnierze na misje nie jadą za darmo i między bajki można włożyć frazesy o obowiązku, honorze, Ojczyźnie... Ktoś powie, że w kraju ciężko, że brak perspektyw i pracy. A tam była dobra perspektywa? Śmierć czająca się za każdym rogiem? Pracować można też w kraju, może za mniejsze pieniądze, ale można i wielu tak robi.

Polska misja w Afganistanie trwa od 2004 roku. Do tej pory zginęło 35 żołnierzy i jeden cywil. Dużo, naprawdę dużo niepotrzebnych ofiar. Ale jest to mikroskopijnie śmieszna liczba jak na 7 lat regularnej wojny! Bo na wojnie zawsze są ofiary. Każdy, dokładnie każdy wyjeżdżający musi liczyć się z tym, że może nie wrócić. To powinna być pierwsza myśl przed podjęciem decyzji. Nie przygoda, wyzwanie czy kasa, ale zastanowienie się co jest ważniejsze: nerwy najbliższych i niepewność jutra, czy "daleki świat". Polskie władze chętnie wysyłają kontyngenty, bo żołnierze kuszeni profitami, lgną do wyjazdu jak muchy do miodu. Brutalne, ale niestety prawdziwe. Na internetowych forach trwa zażarta dyskusja. Jeden obóz twierdzi: "bohaterowie", inny "najemnicy". Nie mnie osądzać, kto ma rację, bo ta zapewne leży pośrodku. Jednak faktem jest, że to nie nasza wojna i nie nasze interesy.

Współczucie dla rodzin wszystkich ofiar zabrzmi jak wyświechtany frazes. Szkoda chłopaków, ale nic im już życia nie wróci. Następni wyjeżdżający, pomyślcie sto razy zanim podejmiecie decyzję. Przygoda, przygodą, ale tam jest wojna, panowie!

fot. Remigiusz Szczerbak/sxc.hu

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Sonda

Z jakiej przeglądarki internetowej korzystasz?
 

Nowe komentarze

Newsletter










4SUN
aa_men

Kopia_logo_planeta_sport

Aktywny wypoczynek