Syndrom Matki Polki?
Namnożyło się nam ostatnio dzieci niczym grzybów po deszczu. Gdzie człowiek nie spojrzy, tam dziecko. Nawet Kaczyński mówi o polityce prorodzinnej i o tym, że Polacy marzą o wielodzietnej rodzinie, trzeba im jedynie POMÓC ZAPLANOWAĆ. Cóż, może i marzą, pytanie jedynie: "za ile?"Z raportu opublikowanego przez ekspertów z Centrum im. Adama Smitha* wynika, że utrzymanie dziecka do 20. roku życia kosztuje 190 tys. złotych. Oczywiście wliczamy w to podstawy, czyli wyżywienie, ubranie, leczenie i edukację. No właśnie, edukację. Badania CBOS ujawniły kwotę 662 złotych, które w zeszłym roku rodzice musieli wydać na rozpoczęcie roku szkolnego, nie wliczając w to ubezpieczenia czy innych obowiązkowych opłat. Szokiem jest kwota 1000-1500 złotych, którą rodzice wykładają na: plecaki z Hannah Montaną, markowe trampki na w-f za 300 złotych, piórniki z bajerami i garść najnowszych gadżetów, żeby dziecko nie czuło się w szkole niedowartościowane - przez co rośnie pokolenie bezmózgich idiotów, dla których matura będzie egzaminem nie do przejścia.
Doliczmy do tego wakacje, ferie, nowy rower i nadzieję, że nasze dziecko będzie miało jakieś zainteresowania typu: gra na jakimś instrumencie, nauka języków obcych czy szkoła tańca. Przy czym nikt nam nie zagwarantuje, że dzieciak nie zostanie z dnia na dzień bandytą, który skończy w więzieniu i nie będzie nam mógł pomóc na stare lata.
Wszyscy wiedzą, po co rodzą się dzieci - z wpadki albo ku uciesze rodziców, bo fajnie byłoby mieć takiego rozkosznego bobasa. Następnie robi się miliony zdjęć (za które późniejszy nastolatek ma ochotę zabić rodziców) i publikuje "słitaśne" zdjęcia na wszelakich możliwych portalach społecznościowych po to, by wszyscy znajomi mogli obejrzeć konsystencję kupki lub wymiocin. Publikując udokumentowane dzieciństwo takich pociech rodzice zupełnie zapominają o czymś tak banalnym, jak prawo do prywatności. Sami oburzając się na sąsiadów zaglądających w okna, wrzucają w globalną sieć obdarte z prywatności maluchy ku uciesze pedofilów, innych zboczeńców i nawiedzonych matek, które porównują dzieci i z ulgą przyznają, że ich są ładniejsze, mądrzejsze i ogólnie lepsze od wyprawki po pochodzenie. Absurd? To dlaczego facebook czy nasza-klasa zapełniona jest fotkami dzieciaków jako zdjęć profilowych swoich rodziców?
Do wyprawki za 190 tys. złotych musimy dorzucić więc dobry aparat z pojemną kartą pamięci.
Nie, absolutnie nie jestem na nie. Lubię dzieci. Nawet znam osobiście kilka. Obawiam się jednak, że rodzice powołując na świat malucha nie do końca zdają sobie sprawę z konsekwencji, bo o ile utrzymanie jednego kosztuje fortunę, to jakich nakładów pieniężnych potrzebuje dwójka? I tutaj ponownie odwołuję się do ekspertów z Centrum im. Adama Smitha, którzy wyliczyli kwotę 322 tys. złotych (gdzie zakładamy, że wychowanie pierwszego będzie nieco oszczędniejsze i wyniesie zaledwie 80% założonej sumy). Zatem pytanie: "ile kosztuje utrzymanie rodziny wielodzietnej?" jest wielce ryzykowne. Po co więc wszystkie te przedwyborcze fanaberie i próba umoralniania społeczeństwa?
Skąd facet, stary kawaler, miałby wiedzieć, ile pieniędzy i zachodu wymaga urodzenie i wychowanie dziecka? Wydawało mi się zawsze, że ilość posiadanych dzieci to wybór rodziców, a że polskie społeczeństwo w większości woli mieć niż być, to i ma więcej dzieci kosztem... właśnie tych samych dzieci. Może zamiast kalendarzyka poczęć na kursach przedmałżeńskich lepiej rozdać wykaz kosztów wychowania potomstwa? Tak się składa, że pudło żarcia dla kota kosztuje mniej niż jeden słoiczek papki Gerbera, a na ile dłużej wystarczy? Społeczeństwo należy uświadamiać, a nie tłamsić w ciemnogrodzie i pseudo-świadomości, że skoro Bóg dał, to i Bóg wychowa.
fot.Daniel Andres Forero/sxc.hu






