Podpisz cyrograf czyli poseł certyfikowany
Jak powszechnie wiadomo wybory do parlamentu zbliżają się wielkimi krokami. Wiadomo, że wybory wiążą się z podjęciem decyzji, na kogo oddać swój głos. Według Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop aborcji”, wybór wszystkim ułatwią... certyfikaty!
W ten oto sposób samozwańcza grupa ludzi „pod wezwaniem” zamierza klasyfikować kandydatów na parlamentarzystów według własnego „widzimisię”, segregować na lepszych i gorszych, właściwych i nieodpowiednich do rządzenia naszym krajem. Nie liczą się żadne kompetencje, wiedza, praktyka czy wszelkie inne umiejętności. Jeśli któryś z kandydatów nie zagra w rytmie Inicjatywy, to nie dostanie „namaszczenia” i każdy „prawdziwy” obywatel nie powinien mieć żadnych wątpliwości, że taka osoba nie ma prawa zaistnieć w świecie polityki.
Kandydacie, podpisz cyrograf
Jak zatem uzyskać ów certyfikat? Jak zostać „namaszczonym”? Jak donosi ogólnopolski tygodnik katolicki Gość Niedzielny, może go otrzymać każdy kandydat, który podpisze deklarację, że w przyszłej kadencji parlamentu podejmie zdecydowane działania na rzecz „objęcia pełną ochroną życia ludzkiego”, a także „wzmocnienia wartości rodziny opartej na małżeństwie kobiety i mężczyzny”. Listy z nazwiskami posiadaczy certyfikatu pojawią się na stronach nienarodzeni.org.pl i gosc.pl.
Wystarczy podpis i już jest się godnym zasiadania w parlamencie. Nie wiem w jaki sposób Inicjatywa zabezpiecza się na wypadek niezrealizowania deklaracji przez swoich najemników w trakcie trwania kadencji. Jak chce w przyszłości egzekwować podpisane deklaracje, aby swoje parlamentarne obowiązki wykonywali według myśli samozwańczego Komitetu?
Rozumiem, że inicjatywa dotyczy sprawy ważnej, jaką jest bez wątpienia ochrona życia, ale czy ktokolwiek w praworządnym podobno kraju ma prawo do takiego działania? Jak można być tak krótkowzrocznym, aby wszystkie sprawy rządzenia krajem chcieć powierzać ludziom, którzy być może z perfidnym wyrachowaniem, podpiszą „zarządzenie” grupy samozwańców. Bo tylko tacy, według Komitetu, „nie gwarantują katastrofy”.
Środowiska katolickie a polityka
Nie po raz pierwszy środowiska skupione wokół Kościoła i przy jego cichym lub głośniejszym wsparciu wchodzą „z butami” w świat polityki. Pytanie tylko, czy taka jest rola Kościoła, aby jawnie i momentami w tak ordynarny sposób próbować manipulować społeczeństwem. Niejednokrotnie byliśmy świadkami, w jak marginalny sposób kler angażował się w pomoc ludziom potrzebującym. Weźmy pod lupę choćby nie tak dawne klęski żywiołowe w naszym kraju. Wówczas w bardzo wielu przypadkach zabrakło Kościoła w pierwszym szeregu. Tym bardziej dziwi fakt ślepego zaangażowania w tak prymitywne samozwańcze inicjatywy. Wygląda to tak, jakby Kościół próbował przejąć władzę w naszym kraju poprzez „udzielenie błogosławieństwa” wybranym kandydatom, którymi po ewentualnym sukcesie wyborczym dało by się łatwo sterować z ambony.
Pytanie czy równie łatwo można sterować dziś polskim społeczeństwem. Czy beznadziejnie czytelne inicjatywy wszelkich społecznych komitetów są w stanie tak zamydlić oczy Polakom, że ci pójdą ślepo do urn?
Dziwi krótkowzroczność kościelnych decydentów, że nie odetną się od takich szytych grubymi nićmi pomysłów. Nie wierzę, aby Kościół naprawdę liczył na to, że takim postępowaniem może sobie zjednać sympatyków. Tu bardziej chodzi o rozpaczliwe szukanie elektoratu na zbliżające się wybory. Tylko czy taka ma być rola kościoła?






