"Achaja" w trzech odsłonach
Jaka jest Achaja według Andrzeja Ziemiańskiego?
Niezwykła, pełna sprzeczności, odważna, zdecydowana, nigdy się nie wahać, iść do przodu na przekór wszystkim przeciwnościom, które rzucają jej żądni władzy, zawistni i nieprzejednani w swoim okrucieństwie ludzie. Przepełniona odkrytą kobiecością, cicha w swym krzyku, delikatna, gdy nikt nie widzi i wulgarna, gdy wszyscy patrzą. Kobieta, która zapomniała jak być kobietą. Kobieta pozbawiona najintymniejszej części siebie samej, obdarta z dumy, nazwiska, przynależności klasowej. Młoda dziewczyna pozbawiona rodzinnego bezpieczeństwa i wysłana na pewną śmierć. Wojowniczka, której odebrano człowieczeństwo, tylko po to, by musiała wydrzeć je z powrotem z gardła swym prześladowcom. Niewolnik, który zostaje żołnierzem. Żołnierz obdarzony tytułem utraconym wiele lat temu. Księżniczka, która dąży do jednego. Do zemsty.
– Toż my jedziemy – odkrzyknął Zaan – nie idziemy, moja pani.
– Dam ja ci krotochwilę, pacanie. – Urwała nagle, widząc sto kusz w rękach stu żołnierzy. – No, kto tam? – zagryzła wargi. – Przecież grzecznie pytam.
– Książę Sirius, syn Wielkiego Księcia Oriona, z poselstwem.
– O, żesz ty. Jest jeszcze jakiś gwiazdozbiór, którego nie wymieniłeś?*
"Achaja" to ciężka powieść, często można spotkać opinię, że ten, kto przebrnie przez pierwszy z trzech tomów- ten przeczyta pozostałe dwa z zachwytem. Inni odłożą na półkę z rozczarowaniem i błędnym przesądzeniem, że jest to zupełnie chaotyczna postać stworzona przez czynnego alkoholika. Bez przesadnego pietyzmu, dramatyzmu i wszechobecnej przesady Andrzej Ziemiański napisał książkę lekką i co najważniejsze spełniającą najważniejszy warunek dla mas- ROZRYWKOWĄ. Nie szukajmy tutaj kwiecistych form wypowiedzi, niebiańskich bohaterów czy pro-psychologicznych wynurzeń. Jest troszkę o wierze w gusła i bóstwa, o wierze w siebie samego i innych; o pokusach, grzeszkach większych i mniejszych...
A przecież "Achaja" jest wyjątkowa właśnie dlatego, że nie jest typowa, jest czymś innym na rynku powieści s-f. Owszem, jest może trochę grafomańska i miejscami naprawdę nie do przejścia, jak fragment o kobiecie-kocie, czy Czarowniku zamienionym w bakterię, ale ogólne wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Czyta się jednym tchem i nadzieję daje nie do końca jasne zakończenie.
Andrzej Ziemiański odważył się na skok na głęboką wodę i dzięki "Achai" wypłyną na powierzchnię. A "Achaja" składa się z trzech bohaterów- samej Achai- młodziutkiej dziewczynki, której to życie usłane jest różami, gdyż jest ona księżniczką i ogólnie dobrze jej z tym. Mereditha- jednego z największych czarodziei na świecie- to ten zamieniony w bakterię i Zaana- absolutnie bezbłędnie poprowadzona postać świątynnego skryby, który porzuca swoje dotychczasowe życie i wkracza na drogę przestępstwa, która prowadzi go wprost na dwór królewski.
Ciekawa jestem, kiedy ktoś odważy się zrobić film na podstawie tej powieści? Z wielkim rozmachem to ona była już pisana, więc co by było, gdyby...? Niech się chowa to sienkiewiczowskie fantasy w wydaniu Hoffmana ;)
Zdecydowanie: jestem na tak!






