Charakternik kontra Diabeł Łańcucki, Piekara kontra Komuda
Sienkiewicz niech się chowa!
Zwinąć się w kłębek pod ciepłym kocem. Zwinąć się z kłębek pod ciepłym kocem z termosem pysznej kawy (ew. z grzanym piwem). I z książką. Koniecznie z książką.
Pisanie dziś historycznych powieści jest nie lada sztuką. Prócz ogromnej wiedzy na temat Polski szlacheckiej, trzeba też mieć fenomenalną lekkość pióra, dowcip, dobry temat na książkę i duużo samozaparcia.
Charakternik - Jacek Piekara
Piekara odmalował obraz Polski brutalnej, zaściankowej w swoim myśleniu, śmiesznie świątobliwej, która za odpowiednią ilość złota gotowa jest sprzedać duszę i szablę samemu diabłu. Stworzył bohaterów na kształt sienkiewiczowski- ostry dowcip i niczym nieuzasadniona naiwność. Przerażają łacińskie sentencje (i to nawet mnie, dziewczynę obeznaną z łaciną), masowo wplatane w wypowiedzi - nieraz zupełnie niepotrzebnie. Bawi humor wypowiedzi, ale denerwują odwołania do współczesności (po jakie licho?).
Książka tak naprawdę... o niczym. Niestety. Zmarnowane paręset stron (384), choć paradoksalnie wciąga w oczekiwaniu na wielki finał. Cóż, zakończenie też drażni. Śmieszne połączenie szlachectwa ze zjawiskami nadprzyrodzonymi na czym książka znacznie traci na wartości, a wzbudza pobłażliwy uśmiech. Autorowi dziękuję za pana Żytowieckiego- skórę zdartą z Zagłoby. Ten sam dowcip, ten sam nieporadny sposób bycia, ta sama naiwność i sympatyczna postawa wobec świata i swoich kompanów podróży, którym jest w stanie wybaczyć naprawdę wszystko.
Diabeł Łańcucki - Jacek Komuda
Książka do szpiku przesączona hultajstwem, wulgarnością, brutalnością i co tu dużo mówić, zemstą. Fenomenalna. Niepowtarzalna. Wciąga jak żadna inna, choć dopiero od 190 strony. Pisana genialnym wręcz stylem, stylem nie do podrobienia. Bohaterowie żywcem wydarci z tamtych czasów a i sama opowieść o naszych okolicach. Szkoda tylko, że tak mało miejsca poświęconego jest tytułowemu bohaterowi-Stanisławowi Stadnickiemu, staroście zygwulskiemu, panu na Łańcucie. W książce Stadnicki jest zaledwie tłem dla heroizmu Jacka Dydyńskiego zwanego Czarną Szablą, który w obronie drobnej szlachty Dwernickich rozpoczyna wojnę ze starostą zygwulskim.
Awantury, bijatyki, najazdy... I ona, niemalże jedyna postać kobieca, do której każdy mężczyzna lgnie niczym pszczoła do miodu. Dlaczego? Trudno powiedzieć. O ileż bardziej emocjonująco mogłoby być, gdyby zamiast Kostusi heroiną zrobić Wilczycę, córkę Stadnickiego... Ech, autorem jest przecież facet... Który (to pewne) jak mało kto potrafi ożywić przyrodę czy jarmark, tak by urzekały prawdziwością, ale nie ma pojęcia o wątku miłosnym ;)
Tak się zastanawiam, czy dałoby się zamienić w spisie lektur szkolnych Sienkiewicza "ku pokrzepieniu serc" na awanturniczego i o wiele bardziej prawdziwego Komudę...







Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.