"Avatar" - powrót do raju ?
Dawno nie oglądałam filmu, który mimo długich trzech godzin nie spowodował ścierpnięcia moich kończyn i który niemal od samego początku do końca czarodziejsko przeniósł mnie w swój świat. „Niemal”, gdyż pierwsze kilkanaście minut męczyło moją głowę natrętną myślą pt. „ale gdzie ten cud, o którym wszyscy piszą?” To był początek. Początek o wojskowych bazach, interesach i podbojach. Jednym słowem, nuda. Potem wszystko się zmieniło.
Bajkowy świat ludzi Na’vi , w który wprowadza widza, Cameron, to przeniesienie biblijnej opowieści o raju i równocześnie buddyjskiego spojrzenia na współdziałanie z otaczającą przyrodą. To Eden, gdzie spleceni neuronową siecią ludzie, zwierzęta, rośliny trwają w harmonijnym, dobrym współistnieniu. Szacunek dla każdego bytu, umiejętność podporządkowywania sobie zwierząt bez równoczesnej zachłanności i bestialstwa, dar wykorzystywania ofiarowanej roślinności bez karczowania i niszczenia to szczęśliwy świat Na’vi, gdzie mimo, a może właśnie dzięki, brakowi technicznego rozwoju, króluje mądrość natury. To także opowieść o różnych wymiarach człowieczeństwa i o wędrówce dusz, które niosą ze sobą „istotę” bez względu w jakiego koloru ciele się znajdzie. Historia opowiedziana przez Camerona zwala z nóg poczuciem tęsknoty za utraconym, a jednak wciąż zapisanym w genach, pragnieniem bycia integralną częścią natury i potrzebą znalezienia oazy spokoju, pozbawionej walki o pozorne szczęście i lęku przed jutrem i śmiercią .
Wspaniale, bez dwóch zdań, dopracowana przez grafików produkcja, nie ustrzegła się jednak grzechu przesady. W centrum Nav’ijskiego świata wsadzono natarczywie, fosforyzującą roślinność błyskającą neonowo przy każdym kroku. Nie wystarczyło drzewo życia i jego tańczące delikatne nasiona, nie wystarczyła wielobarwność zwierząt i roślin, a nawet niebieskiej skóry ludzi Na’ vi. Ze szkodą dla wymyślonego perfekcyjnie „raju” dołożono, supermarketowe, męcząco krzykliwe, neonowe świecidełka, jakby z braku wiary, że bez tej nadmiernej agresywności świecących kolorów, piękno pandorskiej natury nie zostanie zauważone. Poza tym elementem, który moim zdaniem, obdarł trochę wizję Pandory z jej naturalnego wdzięku, perfekcyjne dopracowanie szczegółów ruchu wymyślonych postaci, rysów twarzy, mimiki, zasługują na najważniejszą z nagród filmowych.
Po wyjściu z kina nasunęła mi się myśl, że rysowany na ekranie , utracony dla ludzi postępu, rajski ogród, może wciąż istnieje wśród pierwotnych ludów dżungli, o których opowieści snuje Wojciech Cejrowski. Według jego relacji uchronione przed technicznym pędem plemiona, wiedzą, czują i posługują się zmysłami, które cywilizacja zepchnęła do rangi baśni. Może ten film to świetny pretekst, by zwrócić uwagę na tamten świat i pozwolić mu istnieć w jego niezmienionej formie bez plastikowych kubków i płynących z nurtem wody „foliowych cuchnących liści”.
Bez względu na wrażenia jakie odniesie każdy z Was i myśli jakie się nasuną potem, „Avatar” to film z gatunku: „trzeba zobaczyć”, nie tylko dla efektów wzmocnionych skórką 3D ale i dla jego przesłania, które często w ostatnich latach było zupełnie pomijane na rzecz technicznych nowinek.






